Zgodnie z zasadą obowiązująca przy moim remoncie "jeśli coś może pójść źle to na pewno pójdzie".
Przy standardowym czyszczeniu pieca gazowego - okazało się, że coś się popsuło i nie ma ciepłej wody.
Nie tracąc nadziei zadzwoniłam pod numer zapisany na obudowie: Autoryzowany Serwis. Okazało się, że pan serwis jest na urlopie i przez najbliższe dwa tygodnie będzie odpoczywał w ciepłych krajach.
OK, nie ten to inny... np. Google.com:
"Masz awarię hydrauliczną lub gazową a może piec nie odpala zadzwoń. Gwarantujemy zadowolenie klientów oraz niskie ceny"
Zadzwoniłam umówiłam się z Panem już następnego dnia.
Przyszedł 30 min spóźniony. Pierwsze wrażenie - dlaczego on nie ma włosów na nogach...? Od razu przyszło mi do głowy, że niefortunny wybuch pieca gazowego opalił mu wszystkie włosy na nogach...no ale może po prostu lubi jeździć na rowerze?
Pogadaliśmy sobie od serca:
Pan: Duże to mieszkanie...
Ja: Tak
Pan: Sama tu pani mieszka?
Ja: Jeszcze tu nie mieszkam, nie ma ciepłej wody.
Pan: aaa czyli jeszcze nie myje się Pani w łazience bez rolet (ha ha ha)
Ja: Nie.
Pan: To mam podwójną motywację, żeby naprawić ten piecyk (ha ha ha)
Ja: :-/
Niestety okazało się że motywacja była niewystarczająca bo nie naprawił.
Powiedziałam mu, że ma mi wszystko wytłumaczyć i wyjaśnić dlaczego nie działa i co zrobić żeby działał. I (nie)stety opowiedział:
o napędzie zaworu trójdrożnego, o czujniku, palniku, wymienniku, aż w końcu o elektrodzie zapłonowo-jonizacyjnej, którą to najprawdopodobniej trzeba będzie kupić i wymienić.
Więc póki co gorącej kąpieli w pachnącej pianie nie będzie... :-(
P.S. Żaluzje do łazienki już kupione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz