Przyszli, zrobili co mieli zrobić i pojechali. A jak się okazało są bardzo dobrzy w robieniu dobrze ;-)
Z przerwy zrezygnowali, jeść nie chcieli tylko o kawę poprosili. Bez marudzenia i ociągania się, otwarci na wszelkie ekstrawagancje gospodarzy i fanaberie architektoniczne, szybcy, dokładni, elastyczni.
Montowali, podłączali, docinali i doradzali.... no i po 7 godzinach mogłam już smażyć kotlety ;-)
Zostało jeszcze trochę rzeczy do skończenia, więc na razie nie dodaje zdjęć... no może jedno (z przypomnieniem stanu wcześniejszego):
teraz jak tak patrze to wiesz co, wczesniej chyba bylo lepiej
OdpowiedzUsuń